Po brutalnym zakończeniu detoksu i wizycie Rodzinki doszłam do wniosku, że pora wrócić na właściwe tory. Powrót do starych nawyków zupełnie mi nie służy. Ciągle pamiętam, jak czułam się w trakcie diety oczyszczającej - niesamowicie! Miałam dużo energii, nie byłam senna i miałam ochotę przenosić góry ;-) Teraz wróciła senność, znużenie i brak koncentracji, więc czas zacząć wszystko od nowa.
Który to już raz? Nie wiem, nie liczę. Ale wiem, że każde doświadczenie należy traktować jako cenną lekcję. Nieważne, ile razy upadasz. Ważne, jak szybko wstajesz i jakie wyciągasz wnioski. Jakie są moje spostrzeżenia? Po pierwsze - organizmu nie oszukasz. Musisz dbać o niego każdego dnia, nie ma drogi na skróty. Jeśli coś nam nie służy to prędzej czy później nasze ciało i umysł dadzą nam o tym znać. Warto wprowadzić w swoim życiu zmiany na lepsze, w końcu czas tak szybko płynie a wiele rzeczy zależy od naszego samopoczucia. Jeśli nie czujesz się dobrze we własnej skórze, to kto może Ci pomóc? Tylko i wyłącznie Ty sam/a. To my w dużej mierze mamy wpływ na to, jak się czujemy i jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość.
Chwilo trwaj
Dzisiaj zapadła decyzja - jutro ruszam z tygodniem metamorfozy. Wracam do codziennych ćwiczeń, zdrowego odżywiania i relaksu. Każdego dnia znajdę 5 minut na medytację i wdzięczność za to, co mam. Przestanę martwić się na zapas i spojrzę na wszystko z dystansu.
Ostatnio, rozmawiając ze starszymi członkami Rodzinki, doszłam do pewnych wniosków. Większość stwierdziła, że człowiek zawsze za czymś goni, tkwi w przeszłości lub wybiega w przyszłość a potem przeżywa "jak to szybko zleciało". Postanowiłam, że dołożę wszelkich starań, aby cieszyć się tym, co tu i teraz. Zawsze roztrząsałam to, co było/będzie i sama złapałam się na myśleniu o tym, jak ten czas szybko leci. To wszystko wina braku skupienia na teraźniejszości. Jesteśmy wszędzie, tylko nie w chwili obecnej. Nie delektujemy się nią, wszka naszą głowę zaprząta tysiąc różnych myśli. Nie zauważamy maleńkich cudów, które dzieją się każdego dnia. Nie słyszymy śpiewu ptaków, nie skupiamy się na uroku rozgwieżdżonego nieba i nie wdychamy subtelnego aromatu świeżo zaparzonej kawy. Krótko mówiąc - bierzemy większość rzeczy w naszym życiu za oczywistość. Wszystkiemu winny jest stres i wieczny wyścig szczurów. Ciągła rywalizacja, chęć bycia lepszym i pogoń za kasą. Mówię temu stanowcze stop. Staram się podchodzić do życia z pokorą. Jedyne, o co teraz modlę się do Boga to zdrowie oraz siła dla mnie i mojej Rodziny, z resztą sobie poradzę. Wiem też, że jeśli człowiek nie docenia małych rzeczy, to z pewnością nie ucieszą go te duże. Dlatego usiłuję skupiać się na tym, co ulotne i kruche - pogawędka przy kawie, spontaniczny grill czy dobra książka. Nie należy czekać, aż wydarzy się coś niezwykłego. Doceniajmy urok chwili. Dostrzeżmy, ile piękna mamy wokół siebie. Spójrzmy na ludzi z uśmiechem. Rozmawiajmy z nimi, bądźmy mili i uczynni. Ale przede wszystkim szanujmy samych siebie - nic nie jest w stanie Cię zdołować, jeśli żyjesz w zgodzie z samym sobą. I tego Wam i sobie życzę - akceptacji siebie i traktowaniu życia jako pięknej przygody, w trakcie której poznajemy skrajne emocje. Najważniejsze to nigdy się nie poddawać i myśleć pozytywnie. Reszta jakoś się ułoży :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz