Przechadzając się zatłoczonymi ulicami Londynu człowiek czasem zaczyna myśleć, że zaraz zwariuje. Wszechobecny tłum, hałas, mieszanka wszystkich języków miasta ściśnięte na każdym metrze kwadratowym. Niektórzy ludzie zachowują się jak święte krowy - chodzą jak chcą i gdzie chcą, nie bacząc na innych. Jak czerpać radość z pobytu w Londynie, gdy zaczyna irytować nas to zawrotne tempo? Mój sposób jest prosty - staram się patrzeć dalej, wyżej - nie skupiam się na otaczających mnie tłumach. Idę przed siebie i myślę o tym, jak wspaniała jest ta różnorodność - tyle skrajnie odmiennych nacji, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak ciągnie je do tego samego miejsca.
Londyn. Ze skrajności w skrajność.
Tamiza





Jeśli ktoś spyta mnie czemu tak lubię Londyn, moja odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Raz czuję się tu jak w domu, innym razem mam ochotę wyjechać w pieruny i mieć święty spokój. Ale jedno jest pewne - ani razu nie pożałowałam przyjazdu tutaj (odpukać). Sam fakt, że postanowiłam zaryzykować i spróbować jak smakuje życie w jednej z najbardziej obleganych stolic świata sprawia, że czuję się pewniejsza siebie. I teraz widzę, że te lata poświęcone na wkuwanie słówek z angielskiego nie poszły na marne, ba!, okazały się być niezwykle pomocne. Nie mam już oporów przed mówieniem, załatwiam swoje sprawy, robię zakupy, po prostu żyję. Polecam wszystkim. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że najlepiej przed przyjazdem szlifować język, żeby mieć porządne zaplecze. A potem nie bać się mówić - to najlepszy sposób na doszlifowanie angielskiego. Te wszystkie formułki i skomplikowane konstrukcje gramatyczne, które wkuwamy w szkole - tutaj nikt o nie nie dba. Nikogo nie obchodzi, czy wiesz, jak wygląda III Conditional. Ważne jest, żebyś potrafił(a) się dogadać, załatwić sprawy w urzędzie i wiedział(a), o co ktoś cię właśnie poprosił. Wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano i każdy może się potknąć, nie zrozumieć czegoś czy użyć złego słówka, grunt, żeby się nie poddawać! Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy, ale jesteśmy też w stanie przyswoić więcej, niż nam się wydaje. Gdy słyszę, jak rodowity Brytyjczyk chwali mój angielski to czuję, jak rosną mi skrzydła - jest to dla mnie motorem do dalszego samodoskonalenia i w takich chwilach dziękuję sobie w duchu, że podjęłam decyzję o spróbowaniu szczęścia w Londynie. Nie wiem, co przyniesie los, ale wiem jedno - mamy tylko jedno życie i nie warto marnować go na myślenie "co by było, gdyby?". Sama do niedawna miałam taką bierną postawę - panicznie bałam się zmian, aż w końcu doszłam do ściany i czułam, że jeśli nic nie zmienię to pogrążę się w czarnej rozpaczy. No i here I am! Bywa ciężko, wiadomo, ale nie zrażam się, bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Wiem, brzmi jak banał, ale tak właśnie działa życie - dążenie do celu, gdy wszystko idzie jak po maśle to żaden wyczyn; nierezygnowanie z obranej drogi, gdy wiatr wieje nam w oczy - to się nazywa prawdziwa siła! Życzę każdemu z Was, aby ją w sobie odnalazł. Wymaga to dużo pracy, wysiłku a czasem i postawienia wszystkiego na jedną kartę. Nie wyjdzie, to trudno. Lepiej zaryzykować, niż potem pluć sobie w brodę, że całe życie się gdybało. Taka jest moja filozofia. Życie to dar, który musimy pielęgnować - pamiętajcie o tym :-)
Tymczasem zapraszam na mix zdjęć z Londynu, enjoy!
Ok. 30 stopni, rozpływam się w moich szortach, słońce daje na całego.
A ja się pytam - jak one wytrzymują?! Dozgonny szacun.
Trent Country Park (Cockfosters) -
wchodzisz przez bramę i nagle znajdujesz się w zupełnie innym świecie - czy to jeszcze Londyn?
Ja i liryczny Ed Sheeran w moich uszach. Odpływam.
A w wolnej chwili idziemy na cydr do jednego z przeuroczych pubów Londynu
Pierwszy kot, którego miałam zaszczyt zobaczyć w Anglii (nie reagował na kici kici)
A to drugi okaz (niestety nie reagował na moje prośby o spokojne zapozowanie do zdjęcia)
Całusy z kapryśnego Londynu i miłego dnia!