czwartek, 21 lipca 2016

Parki Londynu #1

Nie jestem w stanie zliczyć miejsc, które chciałabym zobaczyć będąc w Londynie. W wolnym czasie uskuteczniam zwiedzanie i staram się zachować w pamięci jak najwięcej inspirujących obrazów. 

Kilka dni temu odwiedziłam historyczną posiadłość Forty Hall & Estate z XVIII wieku, która znajduje się w dzielnicy Enfield. Muszę przyznać, że byłam pod wielkim wrażeniem tego miejsca. Wspaniały ogród, pełen zróżnicowanej roślinności, jezioro, nad którym aż roiło się od ptactwa i piękny, słoneczny dzień - czego chcieć więcej?

Informacje, które podam w tekście pochodzą z tej strony.

Nie, to nie Krzywa Wieża w Pizie. To mój talent do robienia zdjęć :-) 



Ten dostojny cedr jest drugim najstarszym drzewem w Anglii. Został tymczasowo otoczony prowizorycznym płotem, żeby uchronić go od dewastacji.


 Nic, tylko wypoczywać :-)
Oprócz wspaniałego cedru, posiadłość może poszczycić się innymi rodzajami drzew - na zdjęciu sekwoja.



 Jest sekwoja, jest i palma
W poszukiwaniu wiewiórów :-)



 Jest i ona!

To, co zaciekawiło mnie w trakcie przechadzek po londyńskich parkach, to ławeczki stawiane na cześć zmarłych osób. 

 
Ofkors zapomniałam zrobić zdjęcie tabliczki z bliska -_-


 Można nawet posadzić dla kogoś drzewko


 "Zgniłe" drzewo

A teraz hit - w Forty Hall natknęłam się również na 3 małe groby, w których pochowano... psy. 
 "Tinker Bowles - najdroższy z psów, 11 lat, 1934"

 Trochę creepy jak dla mnie
 

Na koniec rarytas - angielski pigeon :D

Miłego dnia!

piątek, 15 lipca 2016

#wena


Niedziela
 
Zbliżał się koniec tygodnia. Niedziela. Najbardziej znienawidzony dzień. M. wywracały się flaki od tych rodzinek spacerujących stadami, wbitych w wyprasowane na kant spodnie, koszule w kratę, eleganckie garsonki i wyszukane czółenka, zajadających lody i śmiejących się od ucha do ucha. Szczęście rodzinne na pokaz, jakie to wzruszające. Gdy M., włócząc się po mieście bez celu, mijała kolejną parę z dzieckiem lub narzeczonych kurczowo trzymających się za ręce, omal nie dostawała torsji. Obserwowała, jak robią dziesiąte kółko wokół parku i szczebioczą o tym, jak pięknie świeci słonko. O-j-e-j-a. Brrr... miała ochotę splunąć im pod nogi; gardziła sztucznością i hipokryzją, które spotykała niemal na każdym kroku. Ech, życie, co ono jest warte? Dzień za dniem i dzień pogania, a wokół tyle zakłamania. To był jeden z wielu momentów, gdy pomyślała o samobójstwie. Właściwie to co ją trzymało przy życiu? Ten nędzny kąt, który wynajęła jej opieka? Wspomnienia, które najchętniej wydarłaby z mózgu? Jedyny przyjaciel, czekający na gest z jej strony? Była prawie na dnie. Nijak się miała do tych odstrzelonych panienek, zmierzających w sobotnie wieczory na imprezę, w celu poderwania kasiastego przystojniaka. Takie kobiety dbały jedynie o wygląd, spędzały godziny u kosmetyczki i buszowały po centrach handlowych w poszukiwaniu cekinowych topów i niebotycznie wysokich szpilek. Nie wiedziały, jak naprawdę wygląda życie i jakich dostarcza problemów - ich jedynymi zmartwieniami były złamane paznokcie, puszące się w deszczowe dni włosy i brak neonowej szminki pod ręką.
 cc
Spojrzała na swoje odbicie w jednej z witryn sklepowych - chuda, blada, z głową ogoloną na łyso, podkrążonymi oczami i poszarzałą od palenia cerą. Zamiast dobrze skrojonej sukienki miała na sobie workowatą bluzę niezidentyfikowanego koloru, wyciągnięte dresy i ciężkie glany, nieodpowiednie do panującej pogody. Wyraz jej twarzy był nijaki, zobojętniały, pełen smutku i zatracenia, oczy zaś wyrażały kompletną pustkę we wnętrzu. Usta, zaciśnięte jakby w bólu, nie przypominały ponętnych warg modelek na okładkach czasopism, a obgryzione paznokcie nigdy nie mogłyby reklamować żadnego z tęczowych lakierów. Jej wygląd zdradzał to, jak bardzo nienawidziła samej siebie - blizny na dłoniach i zadrapania poniżej szyi dawały do zrozumienia, że M. aparycją nie przejmuje się w ogóle. I było jej z tym dobrze. Ilekroć wyszła  z domu, widziała rzucane w jej stronę natarczywe spojrzenia kobiet sukcesu, lecz niewiele sobie z tego robiła. Czy to, że miały złote bransoletki, pod którymi aż uginała się ręka, lub torby przepełnione drogimi kosmetykami sprawiało, że były lepsze, mądrzejsze? Nie, bo to tylko opakowanie. M. nie rozumiała tego chorego wyścigu szczurów po tytuł najpiękniejszej, najlepiej ubranej lub najmłodziej wyglądającej laski. Wiedziała, że z wiekiem przybędzie jej zmarszczek i wcale o to nie dbała - taka kolej rzeczy. Było jej żal kobiet chcących za wszelką cenę zatrzymać uciekającą młodość; to było tak abstrakcyjne i odległe. Jedyne, na czym jej zależało, to poczucie bezpieczeństwa. Tak bardzo pragnęła czuć, że jest na swoim miejscu i ktoś potrzebuje jej obecności. Niestety, nigdy nie zaznała tego od rodziny; ciotka traktowała ją jako źródło dodatkowych pieniędzy, które mogła trwonić na coraz to młodszych żigolaków. A gdy M. próbowała rozbudzić w niej choć odrobinę uczucia, ta zbywała ją natychmiastowo i wracała do kolejnego kochanka, nie interesując się zagubioną nastolatką.
vv
Życie M. nie należało do tych bajkowych sielanek przedstawianych w filmach; było bardziej podobne do tych, o których nigdy nie mówi się głośno.

wtorek, 12 lipca 2016

Ulotność

Dobra, przyznaję się bez bicia - zaniedbałam bloga. Nawał wrażeń i obowiązków sprawił, że nie miałam ani czasu ani siły na napisanie czegoś sensownego. A wychodzę z założenia, że jeśli coś piszę to powinno to mieć przysłowiowe ręce i nogi. 

Mój brak czasu wynika głównie z tego, że obecnie przebywam w mieście, które żyje w szalonym tempie.


Londyn. Miejsce, w którym czas płynie w zastraszająco szybkim tempie. Jedna z najbardziej obleganych stolic świata. Miasto możliwości i nadziei dla ludzi z całego świata, mieszanka kultur, tradycji i zwyczajów. Niemal na każdym kroku natkniesz się tu na jakiś osobliwy przypadek, zobaczysz coś niesamowitego lub po prostu nie ogarniesz otaczającej Cię rzeczywistości. Londyńskie ulice pełne są barwnych ptaków, które mogą tu latać niemal zupełnie swobodnie - prawie nikt nie zwraca uwagi na innych, każdy pochłonięty jest swoimi sprawami. W Londynie możesz poczuć, jak smakuje stuprocentowa anonimowość. 

Jest w tym coś fascynującego, lecz i niebezpiecznego zarazem - musisz mieć oczy dookoła głowy, wszak nigdy nie wiesz, kiedy jesteś obserwowany i co się może za chwile wydarzyć. 

China Town

Jeśli chodzi o mnie, to uwielbiam tę metropolię, a zarazem szczerze jej nie znoszę. Pierwsze odczucie jest wiadome - Londyn to niezwykle interesujące i zadziwiające miejsce. Jednak jego ogromnym minusem są wszechobecne tłumy. Ludzie w centrum nie zwracają na nikogo uwagi, śpieszą w różnych kierunkach i sam nie zdążysz zauważyć, kiedy zmęczy Cię ta wataha spragnionych wrażeń turystów. Tysiące ludzi na każdym metrze kwadratowym, hałas, wrzawa, niesłabnący ruch uliczny - to potrafi przyprawić o rozdzierający ból głowy i sprawić, że jedyne o czym będziesz marzył to cisza, spokój i dobra książka w towarzystwie kubka parującej kawy.

A jednak nawet chaos nie odstrasza rzeszy ludzi, którzy ciągną do stolicy Wielkiej Brytanii z całego globu. Co Londyn ma takiego w sobie, że przyciąga ludzi niczym magnes? Nie wiem. Sama dopiero się go uczę.

Wiem jedno - Londyn to wspaniałe miejsce dla osób, które poszukują inspiracji. Wystarczy usiąść w metrze i rozejrzeć się dookoła - mix ludzi, z których każdy ma własną historię, plany i ambicje. Lubię zastanawiać się co robią, gdzie mieszkają, jaką wykonują pracę. Tak było w trakcie wczorajszej wycieczki do centrum. Ludzie, pogrążeni w swoich smartfonach, siedzieli w metrze niczym zombie. Nie zwracali najmniejszej uwagi na otaczającą ich rzeczywistość. Po prostu siedzieli, a ich twarze nie wyrażały żadnych emocji.

Dzisiejsze czasy bardzo mnie intrygują - większość ludzi zapomina zachwycać się codziennością, woli żyć online, ucieka w świat www i nie docenia tego, co ich otacza. A może warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć w gwieździste niebo...? Kiedy ostatnio udało Ci się znaleźć moment wytchnienia i pomyślałeś o tym, jak wiele masz i za co możesz być wdzięczny? Nie pamiętasz? No właśnie - dzisiejsze tempo życia jest niczym karuzela, która kręci się coraz szybciej i szybciej i końca nie widać... Z tych refleksji powstał wiersz. Wiersz z metra.

"Zatracenie"

Splątani w gąszczu swoich spraw
Zatopieni w niebieskim świecie
Ekranów
Pożarci przez to, co sami stworzyli
Zagubieni
Beznadziejnie pogrążeni
Zatraceni w sobie
Żyją fikcją
Bez pamięci
Uścisk dłoni nie istnieje
Dokąd idą
Świat szaleje

Człowiek z książką
Niczym cud
Wiara w ludzi
Piach i brud
Nie wiesz kiedy
Giniesz w tłumie
Czujesz pustkę 
Nie rozumiesz
Swoich potrzeb
Potrzeb większych
Niż zmysłowych
I doczesnych

Idziesz z prądem
Wpadasz w bagno
Spadasz na dół
Gubisz światło

Ludzie w sobie zagubieni
Uczuć głębszych pozbawieni
Trup po trupie lecz do celu
Porzuć system przyjacielu

Spójrz na niebo
Słońce świeci
W komputerach żyją dzieci
Hałas, piski, tego nie ma
Życie wielkich jedna ściema
Jesteś lepszy
Widzisz gwiazdy
Ich cień blady chmury skradły

Wolisz patrzeć komuś w oczy
Niż swe życie gdzieś przeoczyć...