sobota, 30 kwietnia 2016

Kryzys

Dobra, przyznaję - mam detoksowy kryzys. Jestem w trakcie 3 dnia i właśnie dziś dopadły mnie poważne chwile zwątpienia. Miałam ochotę zgrzeszyć z czymś pysznym i bardzo niedozwolonym. To samo było wczoraj - stojąc w kolejce w pobliskim spożywczaku czułam na sobie świdrujące spojrzenie puszystego sernika z rosą. Boże, co się dzieje - czy teraz wszystko, co niezdrowe, będzie mnie prześladowało? ;-) 

https://www.mychocolate.co.uk/wp-content/uploads/2011/02/cookie-monster-cupcake.jpg 

Oczywiście takie objawy są normalne. Organizm oczyszcza się z toksyn i nie jest lekko. Osłabienie, ochota na wszystko, co zakazane, wyziębienie organizmu - trzeba się na to przygotować i uzbroić w cierpliwość. Najważniejsze to pamiętać, po co się to wszystko robi - w moim przypadku jest to poprawa samopoczucia. A poza tym to tylko kilkanaście dni, które poświęcamy w pełni dla swojego zdrowia. Myślę, że poleciłabym przeprowadzenie detoksu każdemu. Wiem jednak, że wytrwanie w nim jest niebywale ciężkie, więc można spróbować lżejszej opcji, polegającej na wykluczeniu ze swojego jadłospisu mięsa, nabiału, kawy, herbaty, słodyczy i fast foodów na tydzień lub dwa. To, co wkładamy do ust ma naprawdę ogromny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, więc warto zrobić wiosenne porządki w swoim organizmie.

http://modernhealthmonk.com/wp-content/uploads/2013/10/Health-image.jpg

W dzisiejszym świecie jedzenie jest w większości sztuczne, napakowane chemią, polepszaczami smaku i toną konserwantów. Odstawienie szkodliwych produktów może być zbawienne dla naszego organizmu. Jedyne, czego potrzebujemy to silna wola i pewność, że zdrowie nam na to pozwala. Zarezerwuj w swoim kalendarzu czas, zaopatrz się w świeże warzywa i owoce i obserwuj, jak Twój organizm zareaguje na taką zmianę. Jestem pewna, że po wszystkim podziękuje Ci lepiej, niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić ;-)

piątek, 29 kwietnia 2016

Wdzięczność i siła

Nic nie może przecież wiecznie trwać
Ulotne to życie jak chwila
To co z nim robić - czy nie spać wciąż masz,
By gonić je niczym motyla?

Czy rzucić masz w kąt to, co zbyt trudne
I płynąć przez znane ci morza?
Czy robić masz wszystko, by nie było nudne
I ruszyć w nieznane przestworza?

Czy nie chcesz zbyt wiele w za krótkim czasie
I spalasz się w środku doszczętnie?
Czy nie jest wciąż tak, że na nowej trasie
Zawracasz, bo nie wiesz gdzie biegnie?

A może wystarczy, gdy wyhamujesz
I spojrzysz na życie z dystansem
Zrozumiesz, docenisz i podziękujesz
Za dar życia w zdrowiu, za szansę...


http://www.lovethispic.com/uploaded_images/159724-Focus-On-The-Good.jpg 

Czasami zastanawiam się, za czym tak właściwie gonimy? Ciągle jest nam mało, ciągle coś nie tak i zawsze znajdzie się powód do narzekania. Dobra, przyznaję bez bicia - sama praktykowałam nasz "narodowy sport" przez dłuugi okres czasu. Miałam tendencję do skupiania się na negatywnych aspektach mojego życia zapominając o tym, co mam. Nie doceniałam wielu rzeczy, które uznawałam za oczywiste i które towarzyszyły mi od wielu lat. Ostatnio zaczęłam o tym intensywnie myśleć - czemu ciągle coś mi nie pasuje? Czy nie lepiej skupić się na tym, jak wspaniałych ludzi mam wokół siebie, ile udało mi się osiągnąć, mam dach nad głową, nie przymieram głodem, chodzę wyspana i mam czas na sport? Postanowiłam diametralnie zmienić swoje nastawienie. Oczywiście nie jest łatwo i czasem pesymizm przejmuje nade mną władzę, ale nie poddaję się. Wiem, że wiele zależy od naszego nastawienia. Od tego, czy przysłowiowa szklanka jest do połowy pełna czy pusta. To my mamy największy wpływ na to, jak postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość. Czasem warto spojrzeć na wszystko z dystansu, bez emocji i pomyśleć: hej, wcale nie jest tak źle!

Naprawdę warto praktykować wdzięczność każdego dnia. Doceniać nawet najmniejsze rzeczy. Pomyśleć o tym, jak wiele ludzi jest sparaliżowanych, chorych, bezdomnych. Jeśli mamy dwie ręce i dwie nogi, jesteśmy w stanie funkcjonować bez niczyjej pomocy oraz mamy sprawny umysł to czy nie jest to błogosławieństwo? Ciągle szukamy dziury w całym, a prawda jest taka, że w wielu przypadkach to zwykłe marnowanie energii na coś kompletnie niepotrzebnego. Zawsze jest coś, za co można być wdzięcznym. Bez względu na to, czy jest to kochająca Mama, która upiecze dla nas pachnącą szarlotkę, nowe spodnie, na które tak długo oszczędzaliśmy, czy piątka z trudnego egzaminu. Nie liczy się powód. Ważne jest, aby doceniać małe rzeczy, bo to one tak naprawdę ubarwiają nasze życie.

http://s7.favim.com/orig/150709/beautifull-flowers-gras-land-Favim.com-2929524.jpg 
source

Smutna prawda jest taka, że zaczynamy doceniać to, co mamy, gdy to utracimy. Zdałam sobie z tego sprawę i postanowiłam, że zrobię wszystko, aby do tego nie doszło. Teraz skupiam się na tym, co mam, a mam wiele. Jednym z największych bogactw, jakie posiadam, jest moja rodzina, która zawsze mnie wspiera i dopinguje. To niesamowita siła, która sprawia, że człowiek wie, po co to wszystko. Wspaniale jest wracać do domu, usiąść razem w kuchni i zatopić się w rozmowie o wszystkim i o niczym. Mama zawsze coś palnie, Babcia jej zawtóruje i zawsze jest powód do śmiechu. To niesamowite uczucie mieć wokół siebie ludzi, którzy w nas wierzą. Nie będę ukrywać, że zawsze ciągnęło mnie do domu. Nigdy nie byłam typem osoby, która cieszy się, że w końcu "urwała się ze smyczy". Wręcz przeciwnie. Czas spędzony w domu jest dla mnie ogromnie ważny i nie wyobrażam sobie wracania tam raz na ruski rok. Potrzebuję kontaktu z rodziną i cieszę się, że zbudowaliśmy więź, która opiera się na wzajemnym szacunku, wsparciu i miłości. Życzę każdemu takiej relacji.

Podsumowując, możemy być wdzięczni za wiele aspektów swojego życia. Wystarczy tylko się rozejrzeć i przestać zamartwiać problemami. Nie kierować swoich myśli w stronę tego, co złe i bolesne, tylko myśleć o tym, co nam się udaje i co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Z własnego doświadczenia wiem, że tracenie energii na pesymistyczne myśli jest czymś w rodzaju autodestrukcji. Chociaż nie - to JEST autodestrukcja. Czarne myśli przyciągają kolejne i potem ciężko się wyrwać z tego błędnego koła. Nic nas nie cieszy. Budzimy się, wszystkie czynności wykonujemy machinalnie, zasypiamy i tak ucieka dzień za dniem. I nagle okazuje się, że nie myślimy o niczym innym, tylko o problemach, zarówno tych prawdziwych jak i wyimaginowanych. I zapominamy o tym, że wszystko zależy od tego, jak patrzymy na otaczającą nas rzeczywistość. Wystarczy przestać narzekać i otworzyć serce na to, czego do tej pory nie dostrzegaliśmy. 

Uwierz mi - jest wiele rzeczy, za które możesz być wdzięczny/a. Musisz je tylko dostrzec :-)

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rzeka (z cyklu: produktywny student)

Siedzisz i patrzysz bezczynnie,
Czas płynie i płynie i płynie.
Przyglądasz się czemuś usilnie,
Czas płynie i płynie i płynie.

Zaciskasz pięści i milkniesz,
Czas płynie i płynie i płynie.
Z dnia na dzień bezpowrotnie nikniesz.
Czas płynie i płynie i płynie.

Masz serce, które cię stopuje,
Czas płynie i płynie i płynie.
A umysł do dołu szybuje,
Czas płynie i płynie i płynie.

I boisz się stąpać po lodzie,
Czas płynie i płynie i płynie.
Choć nie chcesz, to ulegasz modzie.
Czas płynie i płynie i płynie.

I boisz się im przeciwstawić,
Czas płynie i płynie i płynie.
Trudnościom czoła nie stawisz,
Czas płynie i płynie i płynie.

Nie wyjdziesz spod swojego dachu,
Czas płynie i płynie i płynie.
I życie ucieka ci w strachu,
Czas płynie
i płynie
i płynie (...)


http://livkul.com/wp-content/uploads/2015/03/Famous-20-Positive-Quotes1.jpg

Czasem zastanawiam się nad tym, czemu boimy się żyć na sto procent? Czemu nie dążymy do swoich marzeń, ba!, często nawet nie mówimy o nich na głos? Co nas stopuje? Czego się boimy? Przed założeniem bloga zawsze uwielbiałam pisać. Potem przyszły studia i czasu jakby ubyło, wena mnie opuściła i czułam pustkę w środku. Bałam się wyrazić własne zdanie jeśli było niezgodne z opinią większości. Dziś, gdy myślę o tym okresie, staram się tego nie rozpamiętywać. Uważam, że każdy z nas ma prawo do błędów, nikt nie jest nieomylny. Każdy może zbłądzić. Najważniejsze to nie poddawać się i nie ustawać w poszukiwaniu własnej drogi. Wiem też, że nie wolno hamować się przed zrobieniem czegoś z obawy o opinie osób postronnych. Czy są Ci oni potrzebni do szczęścia? Czy przeżyją Twoje życie za Ciebie? Czy po latach chcesz pomyśleć: gdyby nie te zawistne komentarze, zrobiłbym o wiele więcej? 



No właśnie. Założę się, że odpowiedź brzmi: nie. Nie chcesz tak pomyśleć i nie chcesz przejmować się opinią innych. Wiem, że jest to niezwykle trudne. Sama przez długi czas zmagałam się z tym samym. Nie zrobię tego, bo ktoś coś. Nie pójdę tam, bo nikogo nie znam. I zawsze wszystko na nie i w czarnych barwach. Teraz mówię temu głośne STOP! Nie pozwolę, żeby jakieś głupie paranoje zapanowały nad MOIM życiem. To ja mam wpływ na to, jak postrzegam rzeczywistość. Ludzie gadali i gadać będą - to niepodważalny fakt. Ale co z tego? Masz dwa wyjścia:

a) Przejmować się, schować głowę w piasek, nic nie robić i ogółem do niczego nie dążyć.
b) Wziąć sprawy w swoje ręce i uświadomić sobie, że wszystkich nigdy nie zadowolisz i najważniejsze jest to, co Ty o sobie myślisz i jak Tobie podoba się TWOJE życie.


http://godfatherstyle.com/wp-content/uploads/2016/01/happiness-can-be-found-even-in-the-darkest-of-times1..jpg 
source

I co? Nadal obstajesz przy opcji a)? Wiele osób zarzeka się, że opinia innych wcale ich nie interesuje a mimo to mają problem z, powiedzmy, spontanicznym występem na karaoke, powygłupianiu się na parkiecie czy podejściu do obcej osoby w celu poproszenia o pomoc. Słowem, podświadomie wybierają pierwszą odpowiedź. Najważniejsze to uzmysłowić sobie, jak krótkie jest życie i właśnie choćby dlatego nie warto zamartwiać się zdaniem obcych ludzi. Serio. Wiem to z autopsji. Ile dni spędziłam na zamartwianiu się opiniami innych - wiem tylko ja. Na szczęście w porę się ogarnęłam i zrozumiałam, że może być inaczej, lepiej. Wszystko zależy od naszego nastawienia!

http://pureella.com/wp-content/uploads/positive-thoughts-151.jpg 

Nie wierzysz? To postaraj się spojrzeć na to z innej perspektywy - od teraz, gdy usłyszysz nieprzychylny komentarz na swój temat, zamiast zamartwiania się pomyśl: muszę mieć naprawdę fascynujące życie, skoro ktoś tak bardzo się nim interesuje :-) To naprawdę pomaga. Tylko od nas zależy, czy pozwolimy, by gadanie innych zastopowało nasze działania.

https://lh5.googleusercontent.com/-TeHgzJerdBs/VJDyX-1JD1I/AAAAAAAAAUE/zsOhVfaq3j8/w800-h800/55171_20130816_205655_tumblr_mrlqhcv7Sr1qh77fdo1_500.png 
source

 Ostatnio usłyszałam mądre zdanie: nie możesz powiedzieć, że ktoś cię zdenerwował. To ty DAŁEŚ się zdenerwować. Niby proste stwierdzenie, a ile w nim prawdy. I tego się trzymajmy - to nasze życie i to my decydujemy, jak zareagujemy na daną sytuację, więc od dzisiaj głowa do góry, pierś do przodu i uśmiech od ucha do ucha. Uwaga świecie - nadchodzę! :-)

sobota, 23 kwietnia 2016

Detoks - wprowadzenie

W ostatnich latach detoks stał się bardzo modnym pojęciem. Oczyszczanie organizmu z toksyn zaczęło interesować coraz więcej osób. Jeśli o mnie chodzi, to zaczęłam zgłębiać swoją wiedzę o detoksie jakiś czas temu. Jaki miałam ku temu powód? Mówiąc wprost - mój organizm zaczął wysyłać mi bardzo niepokojące objawy. Od dawna męczyłam się z wydętym po każdym posiłku brzuchem. Potem zaczęła psuć mi się cera, miałam rozdwojone paznokcie i włosy jakby straciły dawny blask. Czułam się zmęczona, ospała, ciągle brakowało mi energii. Oprócz tego zaczęłam patrzeć na wszystko w czarnych barwach, nic mnie nie cieszyło, bałam się zmian. Pewnego dnia powiedziałam: DOŚĆ. Zrozumiałam, że tak nie musi, ba!, nie może być. Zaczęłam interesować się detoksem. Zawsze odżywiałam się zdrowo, jednak zeszłej zimy trochę zaniedbałam swój organizm i czułam, że muszę go oczyścić.
DETOKS - na czym polega i jak się do niego przygotować? Czytałam wiele wpisów w Internecie, jednak żaden z nich nie wyposażył mnie w wystarczającą dawkę informacji. Postanowiłam więc wybrać się do jednej ze znanych księgarń i rozejrzeć za odpowiednią literaturą. Ku mojej uciesze, na półce z bestsellerami natknęłam się na interesująca mnie pozycję - Alkaliczny Detoks autorstwa Beaty Sokołowskiej. Autorka opisuje w niej krok po kroku jak przygotować się do procesu oczyszczania, co wykluczyć ze swojego jadłospisu i ile powinniśmy poświęcić na to czasu. Dowiadujemy się również, jak ważne jest odpowiednie nastawienie psychiczne, pozytywne myślenie oraz praktykowanie wdzięczności. Potem mamy opis różnych form detoksu, dozwolone jedzenie oraz sposoby na pokonanie kryzysowych momentów.
Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tej książki. Autorka skutecznie motywuje do podjęcia wyzwania, które może zaowocować początkiem nowego, lepszej jakości życia.
Jestem jeszcze w trakcie lektury, ale postanowiłam dłużej nie zwlekać. Od kilku dni przygotowuję się do detoksu, stosując się do rad Pani Sokołowskiej. Dokąd mnie to doprowadzi? Nie wiem. Wiem jedno. Robię to dla siebie i swojego zdrowia. Walczę o lepsze samopoczucie. I wiecie co? Nie poddam się, choćby nie wiem co. Mamy jedno życie i musimy o nie dbać. Bo jak nie my, to kto zrobi to za nas? 😊

piątek, 22 kwietnia 2016

Powrót do korzeni i surówka piękności mojej Mamy

Ostatnio złapałam się na tym, że piszę za dużo melancholijnych wierszy, które dotyczą przemijania, ulotności życia i tego typu tematów. A co z radosnym rymowaniem, które kręciło mnie już od najmłodszych lat? Pamiętam, jak siadałam i zaczynałam pisać, a rymy sypały się same. Nigdy nie miałam z tym problemów, wręcz przeciwnie, zawsze przychodziło mi to łatwo. Oprócz tego, rymowanie sprawiało  mi ogromną radość, dlatego postanowiłam do tego wrócić. Ostatnio jedyną okazją do sklecenia kilku wersów były urodziny najbliższych, święta, czy inne podobne okazje. Ale od dziś mam postanowienie - rymować na rozluźnienie :D

A oto moja radosna twórczość, która powstała w trakcie niezbyt interesujących zajęć (z cyklu: produktywny student :D)

Raz pewien dziadek brodaty
Zasadził w doniczce dwa kwiaty.
Pewnego pięknego poranka
Ruszyła się w oknie firanka.
Wpadł kot, co siedział na płocie,
Zjadł kwiaty i tyle o kocie.

Mam nadzieję, że uśmiechniesz się po przeczytaniu mojej twórczości, bo taki jest jej cel - wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Pamiętaj: życie to film zbyt krótki, by ciągle oglądać swe smutki :-)

Jak wiemy, uśmiech to jedna z podstaw zdrowego ciała i umysłu, ale nie jedyna. Ważny jest również ruch i zdrowe odżywianie. Jeśli chodzi o to drugie, to warto wzbogacić swój jadłospis o warzywa, które zbawiennie wpływają na nasze samopoczucie i wygląd. W tym temacie warto kombinować, próbować nowych połączeń i robić wszystko, by nie wiało nudą. Taka jest właśnie surówka mojej Mamy Danusi - pełna warzyw, a zarazem pyszna, dzięki słodkiemu posmakowi soczystego jabłuszka. Nic, tylko biec na stragan po towar i zjeść ze smakiem!


SURÓWKA PIĘKNOŚCI MOJEJ MAMY
mały burak
pół małego selera
jabłko
marchewka
pół łyżeczki octu jabłkowego
łyżka oleju rzepakowego
sól, pieprz do smaku
odrobina soku z cytryny

Warzywa i jabłko zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać ocet, sok z cytryny oraz olej. Doprawić do smaku solą i pieprzem, wymieszać.

Surówka jest przepyszna i jestem dumna z mojej Mamy, ze tak sprytnie przemyciła do niej buraka, którego uwielbiam. Nie pozostaje nam nic innego jak jeść i pięknieć, smacznego!

środa, 20 kwietnia 2016

Less is more - is this a cliché?

O temacie dzisiejszego postu myślałam od kilku dni. Zastanawiałam się, jak ubrać swoje myśli w słowa i jak to wszystko zorganizować, żeby miało ręce i nogi. Dzisiaj chciałam napisać o minimalizmie, który w ostatnich czasach jest dość popularnym hasłem. Czym jest minimalizm? Z czym się go je? Czy ,,mniej znaczy więcej'' ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości i jak pozbyć się z życia niepotrzebnych gratów?


http://markandwendy.com/wp-content/uploads/2015/07/minimalism.jpg

Błądząc po przeróżnych zakątkach Internetu, natknęłam się na wiele witryn opisujących minimalizm. Czymże więc jest to abstrakcyjne pojęcie? Już tłumaczę. W minimalizmie chodzi o pozbycie się z życia tego, co nas przytłacza - chodzi tu nie tylko o rzeczy materialne, typu ubrania czy bibeloty, ale też o toksyczne relacje, męczące nas sytuacje i inne tego typu. Chodzi w nim o to, aby bardziej BYĆ, niż MIEĆ. I nie, nie polega to na ascetyzmie i wyzbyciu się wszelakich dóbr materialnych na rzecz życia w szopie i żywienia się tylko tym, co się zebrało/wyhodowało. Wydaje mi się, że minimalizm dotyczy podchodzenia do własnego życia z dystansem - uświadomienia sobie, jak wiele rzeczy jest nam niepotrzebnych i jak duży chaos wywołują w naszej głowie. Nie wiem, czy Ty też tak masz, ale jeśli mam nieporządek w domu to automatycznie zaczyna mnie boleć głowa. Zamiast ogarnąć nieład w szufladzie to ją zamykam, byle tylko o tym nie myśleć. To prowadzi do narastającej frustracji, takie nieskończone odkładanie czegoś w czasoprzestrzeni. Człowiek czuje się przytłoczony, bo nie wie, jak się do tego zabrać. W końcu zachomikował tam tyle ,,przydasiów'', które kiedyś mogą okazać się użyteczne (taaa jasne). Zawsze, gdy zabieram się za ogarnięcie takiej szuflady od razu ogarnia mnie niechęć i czuję zbliżający się ból głowy. Ale gdy już skończę, czuję coś w rodzaju katharsis. Niesamowite oczyszczenie, lekkość w sercu i w głowie i w ogóle poczucie wolności.

 Minimalist 2

Może to brzmi śmiesznie, ale naprawdę uważam, że nieporządek w szafie = nieporządek w umyśle. Tak przynajmniej jest u mnie. Jeśli nie potrafię zapanować nad chaosem we własnej szafie to czuję, że tracę kontrolę nad własnym życiem. Najlepsze jest to, że zawsze utrzymuję wokół siebie nienaganny porządek, ale zdarzają się dni, kiedy upycham coś w szafie byle o tym nie myśleć. Później dorzucam kolejną rzecz i kolejną i wychodzi z tego niezła kupka. Później kupka zamienia się w monstera, któremu zaczynają niemal kiełkować zęby, więc tym bardziej strach się za niego zabrać. Ale warto. Naprawdę warto oczyścić swoje życie z niepotrzebnych śmieci, które nas w jakimś stopniu przytłaczają. Bez względu na to, czy jest to para wytartych butów, za ciasne spodnie (a nuż kiedyś się wcisnę), czy praca, której nienawidzimy. Moim zdaniem życie jest za krótkie, żeby marnować je na coś, co nas dołuje.

 Minimalist 9

Warto też zastanowić się nad tym, jak wygląda nasze życie. Czy nie jest tak, że ciągle za czymś gonimy? Za pieniądzem, posiadaniem większej liczby dizajnerskich rzeczy czy może najnowszych gadżetów? Mimo tej gonitwy ciągle jest za mało, ciągle czujemy niedosyt i ciągle pojawia się ktoś, kto ma lub osiągnął więcej. Wpadamy we frustrację i przyspieszamy, żeby dogonić innych. I tak wpadamy w niekończące się koło konsumpcjonizmu, a nasze życie ma sens tylko wtedy, gdy kupimy sobie nową plazmę. Co to za życie? Zamiast skupić się na relacjach z bliskimi, na rzeczach naprawdę ważnych, ciągle gonimy za czymś, co jest cholernie ulotne. Bo czym innym są rzeczy materialne jak nie kawałkiem jakiegoś materiału, sprzętem, który składa się z niezliczonej ilości kabelków? Czy naprawdę chcesz, aby stan Twojego posiadania determinował Twoją wartość? Czy nie jest tak, że ludzie bogaci są uważani za ikony sukcesu, którym się powiodło w życiu? Czy większość ludzi nie wzdycha na widok jachtów czy superszybkich samochodów należących do milionerów w nadziei, że im też się kiedyś poszczęści? Czy większość z nas nie oddałaby wszystkiego za szóstkę w Totka? No właśnie. Większość z nas myśli tylko o bogactwie i gromadzeniu coraz to lepszych rzeczy. Myślę, że warto zadać sobie pytanie, czy warto? Czy naprawdę chcemy przeżyć swoje życie w ciągłej gonitwie za pieniądzem? Czy o to w życiu naprawdę chodzi? Czy nie lepiej zatrzymać się i cieszyć się tym, co teraz, zamiast ciągle myśleć o tym, czego nie mamy? Wiem, że są biedni ludzie, którzy nie mają środków do życia i bardzo nad tym ubolewam. Mój tekst nie jest o tym, że muszą oni zaakceptować swój los, to już inna historia. Piszę o ludziach, którym wiedzie się całkiem dobrze, ale którzy ciągle odczuwają niedosyt i nie potrafią cieszyć się z małych rzeczy. Którzy zagubili się gdzieś po drodze i nie wiedzą, jak wrócić do bycia tu i teraz.

 Minimalist 6

Sama taka byłam. Chciałam mieć więcej i więcej, a w efekcie miałam coraz mniej. Niby kupowałam dużo ubrań a i tak nie miałam w co się ubrać. Teraz patrzę na życie zupełnie inaczej. Pozbywam się rzeczy, które nie są mi potrzebne. Oczyszczam przestrzeń wokół siebie, tym samym oczyszczając swój zaprzątnięty myślami umysł. Mam nadzieję, że mi się uda. Póki co, mam w sobie ogromne pokłady energii i zapału do zmian. Na lepsze.

PS. Na koniec wiersz, który napisałam x czasu temu. Myślę, że dobrze podsumuje ulotność życia i to, że warto o tym pamiętać i nie gonić za tym, co jest tylko iluzją.


Iluzja nicości
Życie jest tylko iluzją, słabą nicości pochodną…
Przez chwilę istniejesz człowieku,
Chwilę wieczności niegodną…

Życie jak cień, jak złudzenie,
Prowadzi nas w otchłań końca,
Nieważne czy radość, cierpienie,
Pod ziemią nie ujrzymy słońca.

Ulotna ta chwila, tak krucha…
Nic nieznacząca w ogóle,
Nie zdążę się nawet nasłuchać,
Jak mówisz, że kochasz tak czule…

czwartek, 7 kwietnia 2016

Run, Forrest, run!

Pomysł na dzisiejszy post zaświtał mi w głowie w trakcie porannego biegu w parku (no dobra, prawie porannego, wyszłam po 10). Rozmyślałam o tym, ile to już razy rozpoczynałam swoją przygodę z bieganiem. Co najmniej kilka. Zawsze było tak samo: tym razem się nie poddam, a po max. miesiącu dawałam za wygraną stwierdzając, że to jednak nie dla mnie. Że to nuda tak biegać bez celu. No właśnie - cel. Czy warto go mieć w trakcie biegania, czy wystarczy tylko ubrać wygodne najacze i hasać niczym łania po zielonej polanie? Z mojego doświadczenia wynika, że nie warto za bardzo się spinać. Każda aktywność fizyczna powinna być przyjemnością. Pamiętam, jak jeszcze niedawno biegałam: żeby schudnąć, coś wyrzeźbić, coś umocnić itp. I za każdym razem te cele nie były wystarczające, żebym zapałała do biegania miłością aż po grób.

Co robiłam nie tak?

Przede wszystkim za bardzo skupiałam się na wadze. Chciałam być chuda. Wszechobecna moda na chudość opanowała i mnie. Patrzyłam w lustro i prawie wszędzie widziałam coś, co można by zrzucić/poprawić/ujędrnić (niepotrzebne skreślić). Bywało tak, że zbyt obsesyjnie traktowałam jedzenie - bałam się, żeby nie zjeść za dużo, za tłusto, zbyt kalorycznie. Jedzenie przestało mnie cieszyć, wszak co to za radość, gdy wcinasz coś, co jest zdrowe ale niekoniecznie smaczne, bo boisz się kilku dodatkowych kalorii? Teraz widzę, jak zagubiona byłam w tamtym czasie. Non stop myślałam o tym, co mogę, a czego nie powinnam tykać. Doszło do tego, że z niechęcią wracałam do domu, w końcu Mama zawsze ugotuje coś, co niekoniecznie jest fit i healthy i w ogóle light. Spotkania z przyjaciółmi również nie sprawiały mi radości, bo bałam się, że jak się z kimś umówię to oczywiście na piwo/pizzę/albojakiegośinnegofastfoodaktórypójdziewboczki.

Jeśli chodzi o ćwiczenia to do tego tematu miałam równie nieracjonalne podejście. Rozpisywałam treningi bez względu na to, czy miałam naukę, czy nie - trening był najważniejszy. Wstawałam rano i wiedziałam, że muszę poćwiczyć. I tu jest pies pogrzebany - MUSZĘ?! Treningowy przymus nigdy nie kończy się dobrze - tak przynajmniej było u mnie. Nie postrzegałam aktywności fizycznej jako przyjemności, tylko jako przykrą konieczność, którą NALEŻY wpleść do rozkładu swojego dnia. W efekcie byłam coraz bardziej sfrustrowana, bo co to za życie - ciągłe odmawianie sobie przyjemności (w tym schabowego od Mamy, mmm), treningi, które nie do końca cieszą i ciągłe rozmyślanie o tym, co wolno, a czego nie. Na dłuższą metę to nie działa, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. 
W tamtym okresie zaczynałam wiele razy. Albo cisnęłam i dawałam z siebie sto procent, albo miałam przerwę. Nie potrafiłam znaleźć balansu, harmonii między zdrowym stylem życia a drobnymi przyjemnościami, które sprawiają, że chce się żyć. W moim życiu zapanował chaos.
Na szczęście w porę się opamiętałam. Zrozumiałam, że nie tędy droga, że nie chodzi o to, aby gonić za wyimaginowanym ideałem, którym i tak nigdy nie będę. Zdałam sobie sprawę, że w życiu chodzi o stanie się jak najlepszą wersją siebie. Że musimy spojrzeć na siebie łaskawym okiem, podziękować Bogu za to, co mamy i starać się wypracować w sobie pozytywne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość. Bo prawda jest taka, że jeśli człowiek nie jest szczęśliwy sam ze sobą, tak naprawdę i zupełnie szczerze, to nikt nie będzie w stanie go uszczęśliwić. 

Jak teraz wygląda moje życie?

Przede wszystkim zmieniłam swój cel. Teraz, gdy idę na trening, skupiam się na swojej psychice. Wiadomo, że ćwiczenia wpływają zbawiennie na nasze ciało i zdrowie (i chwała im za to), ale wszystko zaczyna się w naszej głowie. Jeśli patrzymy na życie z pokorą i uśmiechem, nic nie jest w stanie nas zniszczyć. Dlatego skupiam się na tym, bym była silna i potrafiła radzić sobie w każdej sytuacji. Wychodziła z każdej opresji obronną ręką. Nie użalała się nad sobą, tylko wzięła sprawy w swoje ręce. Patrzę na moje buty do biegania i myślę sobie: razem z nimi mogę stworzyć coś niesamowitego. Tylko ja i one. Razem pokonujemy ścieżki, drogi, chodniki. Nie zatrzymujemy się, gdy złośliwy chochlik w głowie szepcze: "Nie dasz rady, już nie możesz. Wystarczy! Chcę poleżeć na kanapie, wracaj!". Uśmiecham się pod nosem i myślę sobie: "Nie? No to patrz!" i wrzucam piąty bieg. Uwielbiam to uczucie. Uwielbiam tę wolność, gdy biegnę przed siebie, a moją twarz oświetlają delikatne promienie wiosennego słońca. Patrzę w dół i widzę nogi, które nie chcą się zatrzymać. Które pokazują mi, że mogą więcej. Nie potrafię tego opisać słowami. Zdarzają się chwile, gdy chce mi się płakać. Tak po prostu, zwyczajnie, chce mi się płakać ze szczęścia. Czuję, że energia wylewa mi się uszami. Uśmiecham się do napotkanych ludzi. Nie zwracam uwagi, czy mój uśmiech zostanie odwzajemniony, bo wydobywa się z wnętrza, nie potrafię go powstrzymać.

 http://www.relatably.com/q/img/motivational-quotes-tumblr/tumblr_lxm66klsYB1qm8fzgo1_500.jpg

Biegnę. Łapię promienie słońca. Zamykam oczy, wdychając rześkie powietrze kwietniowego poranka. Słyszę śpiew ptaków. Rozglądam się. Świat wokół budzi się do życia. Czuję, że i ja budzę się razem z nim. Nie chcę się zatrzymywać. Chcę biec i biec, nie bacząc na nic. Czuję, że unoszę się nad ziemią, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Że mogę wszystko, jeśli będę do tego dążyła. Że mam w sobie siłę. Że dużo zależy ode mnie. To moje życie. Moje droga. I to ode mnie zależy, czy stanę w miejscu, czy pójdę naprzód. Wybieram to drugie.

Biegnę, nie widząc mety. Nie szkodzi, tym lepiej. Będę biec dłużej.

wtorek, 5 kwietnia 2016

Przemyślenia

Żyjmy


Jak to życie się układa,
Że wciąż pcha nas przed nieznane
Nic w nim z nieba nam nie spada
Tylko to wypracowane.


Dąż do czegoś, tak mawiają,
Miej w swym życiu cel i plany,
A gdy kłody podrzucają
Śmiej się jakbyś był naćpany.


Nie patrz w przeszłość, żyj dzisiejszym
Dniem, co właśnie się rozpoczął,
A gdy ktoś chce ci umniejszyć,
Ufaj sercu i swym oczom.


Kładź się spać z podziwem siebie,
Patrz na kwiaty, zerkaj w duszę,
Policz, ile gwiazd na niebie
Pomyśl: chcę, ale nie muszę.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pierwsze koty za płoty

Z zamiarem założenia bloga nosiłam się już od dawna. Mam zawsze tyle przemyśleń na temat przeróżnych spraw, aż czasami odnoszę wrażenie, że za chwilę eksploduje mi głowa ;-) Poza tym, każdy zawsze twierdził, że mam lekkie pióro, więc czemu by nie spróbować? W końcu nie mam nic do stracenia. W najgorszym wypadku moje posty będą trafiać tylko do grona najbliższych. Ale to nic. Nawet dla tych kilku osób jestem skłonna prowadzić te stronę z nie mniejszym zaangażowaniem, niż gdyby na policzenie grona moich odbiorców zabrakło palców. 
Wracając do tematu, słowo zawsze było dla mnie czymś niezmiernie ważnym. Już jako mała dziewczynka pisałam wierszyki, opowiadania, zaczęłam nawet kilka książek, których niestety nie ukończyłam (a może i stety, w końcu dziecięca wyobraźnia potrafi płatać figle). W skrócie - pisanie towarzyszyło mi od zawsze. Jeszcze przed pójściem na studia napisałam swoją pierwszą w życiu książkę, która teraz błąka się w folderach mojego laptopa. Może kiedyś ją komuś wyślę. A może zrobię to zaraz? Kto wie? W końcu ostatnio zaczęłam zmieniać się w człowieka spontana. Robię rzeczy, o których zapomniałam, a które kiedyś sprawiały mi tyle radości. Na nowo odkrywam smak dawnych przyjemności, uczę się celebrować życie. Cieszyć się każdą chwilą. Chyba wytatuuję sobie na czole "Carpe diem", żebym każdego dnia patrzyła w lustro i pamiętała o tym, co najważniejsze - byciu tu i teraz. Prawda jest taka, że ludzie zapominają o tym, że nie liczy się cel, tylko podróż. Ja również jestem w gronie nieszczęśliwców, którzy rozmyślają o przeszłości albo z niepokojem spoglądają w przyszłość. Dlatego codziennie walczę sama ze sobą o docenianie dnia dzisiejszego. Może ten blog pozwoli mi zatrzymać się na chwilę i nie wybiegać w przyszłość? Może stanie się moją odskocznią od trosk życia doczesnego? Mam nadzieję. 
Wiem jedno. Chcę dzielić się z innymi moją drogą do szczęścia i walki o własne marzenia. Nie wiem, gdzie to wszystko się znajduje, ale wiem, że chcę do czegoś dążyć. Chcę budzić się rano i robić krok w kierunku mojego celu. Nieważne, jak daleko się znajduje. Nieważne, ile jeszcze przede mną. To wszystko się nie liczy. Liczy się to, że w życiu trzeba obrać jakąś drogę i konsekwentnie nią podążać. Nie zważając na przeciwności losu i rady "życzliwych" osób. Trzeba nauczyć się słuchać własnego serca i rozumu. Bo prawda jest taka, że każdy z nas jest unikalny. Musimy pamiętać, że życie mamy tylko jedno i nie powinniśmy myśleć ze strachem o tym, co może się zdarzyć. Weźmy sprawy w swoje ręce, czas i tak kiedyś minie. Bo w końcu:

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 
(Wisława Szymborska "Nic dwa razy", fragm.) 

Myślę, że to wystarczające podsumowanie. Dobranoc.