Założeniem tego bloga jest możliwość dzielenia się z innymi moimi przemyśleniami, pomysłami, a także twórczością. We wcześniejszych postach wspominałam, jak już od najmłodszych lat uwielbiałam pisać i rymować. Niektóre z tych "dzieł" zachowały się do dzisiaj, więc pomyślałam, że co jakiś czas będę publikować urywki tego, co udało mi się sklecić.
Dziś zapraszam Was do przeczytania opowiadania, które powstało kilka lat temu. Nie wiem kiedy dokładnie, niemniej jednak mam nadzieję, że nie straciło nic ze swojej wartości ;-)
„Rysa na szkle”
Pasuje mi ta nowa szminka w kolorze krwistej czerwieni? Czy
może lepiej zostawić ją na romantyczne kolacje z Tym Jedynym? A ta sukienka w
groszki – wypada założyć ją na wizytę u teściów? Cholera, znowu paznokieć mi
się rozdwoił, a dopiero co zdążyłam zapuścić (wszystkie koleżanki wprost piały
z zachwytu – nie ma co się dziwić, przecież zawsze byłam zwolenniczką
przystrzyżonych na „maksa”). Nagle z głębokich rozmyślań wyrwało mnie ciężkie
westchnienie Ewy – zupełnie zapomniałam o jej obecności, tak bardzo byłam pochłonięta
samą sobą. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem, lecz ona tylko wzruszyła
bezradnie ramionami. Drążyć temat, czy czekać, aż sama się otworzy – odwieczny
dylemat prawie każdej kobiety, która ma przyjaciółkę płci żeńskiej. Zazwyczaj
nie ciągnę ludzi za język, więc zabrałam się za pięknie pachnącą szarlotkę,
która, choć nie tak dobra jak mojej kochanej Mamy, była w stanie zadowolić moje
wymagające podniebienie. Uwielbiam połączenie jabłek z cynamonem – ten, kto je
wymyślił powinien dostać Oskara!
- Nudzę się – burknęła Ewka, wpatrując się w poszarzałe niebo
za oknem.
- Przecież sama chciałaś wyjść na kawę – odparłam, niemiło
zaskoczona jej nagłym stwierdzeniem.
- Oj, nie chodzi o ciebie – przewróciła oczami – tylko o
Mirka.
Omal nie rozdziawiłam ust, wypełnionych solidnym kawałkiem
ciasta. Że co? Moja przyjaciółka i jej idealny facet mają jakiekolwiek
problemy? Nie mogłam w to uwierzyć. Mirek w moich oczach wydawał się być istotą
tak nierealną, że czasem na jego widok miałam ochotę się uszczypnąć. Zawsze
wiedział, co powiedzieć, wyręczał ukochaną w codziennych obowiązkach, rano
chodził po bułki, nie rozrzucał skarpet i w dodatku parzył świetną kawę. A
sposób, w jaki patrzył na Ewę sprawiał, że niejedna zazdrościła jej takiego
księcia z bajki.
- Ale że jak? – tylko tyle zdołałam z siebie wykrztusić, omal
nie dławiąc się porządnym kęsem szarlotki. – Coś się stało?
Twarz Ewy posmutniała.
- Właśnie o to chodzi, że nic się nie stało. A dokładniej
nic się nie dzieje – mruknęła do siebie. – Odkąd jesteśmy razem rzadko gdzieś
wychodzimy, jedyną rozrywką jest wieczorny seans z michą popcornu lub zimnym
piwem. Ile my mamy lat, żeby spędzać czas przed telewizorem?
Dwadzieścia sześć. To zdecydowanie za mało, żeby dzień w
dzień gnić na kanapie. Ale nie powiedziałam tego głośno. Nie mogłam.
- Słońce, spróbuj z nim porozmawiać – pogładziłam jej dłoń
matczynym gestem. – Na pewno coś wymyślicie.
- Myślisz, że nie próbowałam? – obruszyła się, dopijając orzechowe
cappuccino. – Dałam mu jasno i wyraźnie do zrozumienia, że chcę zacząć żyć,
spotykać się z ludźmi, odkrywać nowe miejsca, szaleć, chodzić do klubów. Jednym
słowem korzystać z uroków młodości. Wszystko na nic.
- Ale że jak? Olał cię? – nie byłam w stanie sklecić
poprawnie zdania. Idealny Mirek nagle zaczynał się psuć?
- Obiecał, że od teraz będziemy ciekawiej spędzać wolny
czas. Następnego dnia zamiast domowego kina była gra w Twistera i grzane wino.
Impreza życia. – Przewróciła oczami, rozprostowując palce.
- Przynajmniej coś zmienił. To znaczy próbował. – Uśmiechnęłam
się wyrozumiale, usiłując podnieść Ewkę na duchu.
- Słuchaj, ja nie wiem, czy ja… czy my… - Ukryła twarz w
dłoniach. Wyraźnie było jej ciężko. – Ja nie wiem, czy ja i Mirek zdołamy się
dogadać.
Omal nie zakrztusiłam się natłokiem szokujących wieści. Że
jak? Moja przyjaciółka i jej facet – najbardziej dobrana para, jaką
kiedykolwiek miałam okazję poznać, ludzie wprost stworzeni dla siebie, dwie
połówki jednego jabłka, jedna dusza w dwóch ciałach „nie zdołają się dogadać”? Przecież
byli w związku od ponad pięciu lat, mieszkali razem już okrągły rok, znali się
jak łyse konie a teraz NIE ZDOŁAJĄ SIĘ DOGADAĆ? Gdybym miała dzieci stawiałabym
im Ewę i Mirka za wzór miłości idealnej. Nie, to nie mogło się dziać naprawdę.
- Ewcia, czy ty oszalałaś? – wybałuszyłam oczy. – Przecież
wy jesteście sobie pisani. Przeznaczeni! Rozstaniecie się przez głupie seanse
na kanapie? Jak to w ogóle brzmi. „O hej, nie jesteśmy razem, bo on wolał
siedzieć w domu”?!
- To nie takie proste. W wielu sprawach mamy inne zdanie. Z
początku myślałam, że z biegiem czasu nasze oczekiwania wobec życia się
pokryją, ale im dłużej jesteśmy razem, tym bardziej te różnice dają o sobie
znać! – trajkotała jak katarynka – Mirek jest kanapowym kinomaniakiem, który
najlepiej relaksuje się w rozciągniętych dresach i spranym podkoszulku. Ja
natomiast chciałabym tańczyć do upadłego, oglądać filmy pod gołym niebem i
robić spontaniczne wycieczki za miasto – wyliczała. – Dla Mirka romantyczna
kolacja to ryż z sosem ze słoika i wino w szklankach spożywane we wcześniej
wymienionym dresie, a ja chciałabym czasem zjeść coś dobrego w restauracji i
mieć okazję na włożenie mojej ukochanej małej czarnej. Mirek woli wstać
wcześnie, zrobić zakupy i powdychać rześkie powietrze – ja zaś mam ochotę
poprzeciągać się w lawendowej pościeli i śnić o rajskich wakacjach. Poza tym
dla niego ślub to sprawa priorytetowa a mnie nie jest do szczęścia potrzebny.
Spojrzałam na nią ze współczuciem. Bo czy naprawdę miała się
czym przejmować? Przecież nie sposób znaleźć faceta, który we wszystkim będzie
się z nami zgadzał. Właśnie to jest piękne, że my, ludzie, różnimy się od
siebie i każdy z nas ma niepowtarzalny charakter. Bycie z kimś, kto nie ma
własnego zdania zupełnie do mnie nie przemawiało.
- Posłuchaj – zaczęłam ostrożnie, obserwując jej reakcję –
czy byłabyś szczęśliwa z kimś, kto by ci się zupełnie podporządkował? Z kimś,
kto na każdą twoją propozycję reagowałby udawanym entuzjazmem? Moim zdaniem
powinnaś dać Mirkowi jeszcze jedną szansę i przypomnieć mu, jak szczęśliwi
byliście na początku – dodałam łagodnym tonem.
Ewa zmrużyła zielone oczy i westchnęła jeszcze głośniej.
- Na początku było cudownie – rozmarzyła się. – Mirek
wysyłał mi romantyczne SMS-y, kupował kwiaty bez okazji i potrafił sprawić, że
czułam się pożądana. Kiedyś kazał spakować mi najpotrzebniejsze rzeczy i zabrał
mnie na weekend na Mazury. To było coś cudownego! Tylko my, natura i błoga
cisza. Prawie nie wychodziliśmy z łóżka! – zachichotała niczym zakochana
nastolatka.
- Wystarczy, że mu o tym przypomnisz. O tym, jak kiedyś
potrafiliście się bawić i jak spontaniczne były wasze randki. Na pewno będzie
chciał do tego wrócić.
- Przecież już mówiłam, że każda z naszych rozmów kończy się
tak samo – obruszyła się, skubiąc grafitowy lakier na paznokciach. – Mirek
obiecuje poprawę albo tylko kiwa głową i potakuje. To mnie doprowadza do szału!
– Ukryła twarz w szczupłych dłoniach. – Zero konfrontacji, nic! Już wolałabym,
żeby mi wygarnął prosto z mostu co o tym wszystkim myśli, a nie tylko powtarzał
w kółko „dobrze, kochanie, postaram się” albo „rozumiem, wszystko będzie
dobrze” – poczerwieniała ze złości. Widziałam, że targają nią skrajne emocje.
Fakt, że Mirek nie potrafił przeprowadzić z Ewką szczerej rozmowy tylko
pogarszał sytuację. Typowy facet – kobieta uzewnętrznia swoje emocje, mówi
szczerze co jej nie pasuje, a on tylko słucha i kiwa głową. Czy istnieje coś
bardziej irytującego? W mojej głowie kłębiły się setki myśli. Ewka patrzyła na
mnie wyczekująco w nadziei, że coś jej doradzę. Cholera. Wszyscy moi bliscy
zawsze pytają mnie o radę, a ja, jak na złość, nigdy nie umiem wymyślić nic
mądrego. Nie chciałam jej zawieść, więc uśmiechnęłam się pocieszająco starając
się, by moje słowa brzmiały życzliwie i szczerze:
- Ewuś, mam tylko jedną radę. Po powrocie do domu zakładasz
swoją ukochaną małą czarną, wygrzebujesz z kosmetyczki dawno nieużywaną
czerwoną szminkę i powalasz Mirka na kolana. Kup dobre wino, włącz nastrojową
muzykę i powtarzaj w myślach, że jesteś najseksowniejszą kobietą świata! –
ciągnęłam – Jak cię zobaczy z pewnością przypomni sobie, jaki skarb ma w domu.
Ewa już chciała wtrącić swoje trzy grosze, ale nie dałam za
wygraną.
- Bez dyskusji – powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Jutro zdasz mi relację. bo tego wieczoru z pewnością będziesz zajęta!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz