Jak wiecie, pisanie od dawna jest moją pasją. Postanowiłam, że od dziś będę regularnie zamieszczać wytwory mojej wyobraźni. Będą to opowiadania, fragmenty książki, tudzież wiersze. Jeśli komuś się to nie spodoba - trudno, piszę dla siebie i dla własnej satysfakcji. Ciężko jest dzielić się z kimś tak prywatnym elementem swojej przestrzeni, jednak pisanie dla siebie przestało sprawiać mi frajdę, więc oto otwieram przed Wami swoją twórczą szufladę ;-)
"M."
Zbliżał się ciepły i parny czerwcowy dzień. Najdłuższy
w roku, tak dla ścisłości. Powietrze przepełnione było zapachem topiącego się
asfaltu, w którym swoje ślady zostawiały co po niektóre samochody. Ludzie
leniwie przetaczali się przez miasto, zmierzając w przeciwnych kierunkach.
Życie toczyło się swoim torem, nie zważając na niczyje troski czy cierpienia.
M. rozłożyła się na parkowej ławce, wyciągając kościste ręce przed siebie.
Słońce raziło ją w oczy, bo po raz n-ty w tym tygodniu zapomniała nałożyć na
piegowaty nos biedronkowe „Ray-Bany” za całe pięć zeta.
- Kurwa – mruknęła, z właściwą dla siebie gracją. Nic
nie denerwowało M. bardziej niż słońce, które niemiłosiernie piekło każdy
fragment jej bladego ciała. Pociągnęła spory łyk piwa, które już zdążyło zrobić
się ciepłe, i wypluła je na trawę. Nienawidziła teraz wszystkiego, co było w
zasięgu jej wzroku. Tak właściwie to tego, co poza, też nie darzyła największą
sympatią. Zbrzydły jej te same widoki, ci sami ludzie i monotonia dnia
codziennego. Każdego dnia musiała się urżnąć, żeby choć na chwilę zapomnieć o
swojej nędznej egzystencji. Nie miała nikogo, nie chciała niczego i wszystko
było jej obojętne. Wybuch wulkanu gdzieś na drugim końcu świata? I don’t care.
Pięćdziesiąt ludzi straciło życie w katastrofie samolotu? So what? Co ją to
mogło obchodzić, miała wyjebane na wszystko. I wszystkich. Nie interesowały jej
romanse sąsiadki spod piątki, która łajdaczyła się z hydraulikiem, listonoszem
i sprzedawcą warzyw. Nie zwracała najmniejszej uwagi na alkoholizm właściciela
pubu obok ani na jego kulawego psa. Nie chciała słuchać awantur, których
odgłosy dochodziły zza ściany dzień w dzień. Miała wszystko w głębokim
poważaniu. A ściślej w dupie, jak zwykła mawiać.
Zaciągnęła się mentolowym Marlboro. To było to.
Gryzący dym wypełniał jej płuca, czuła jego smak całą sobą. Wolność. Tak, czuła
się cholernie wolna. Nie miała na głowie dzieci, ośmiu kotów ani męża tyrana,
który bezustannie sprawdza jej pocztę. Nie musiała użerać się z szefem o żenująco
niską wypłatę, nie chodziła do znienawidzonej pracy i nie miała do kogo iść na
niedzielny i sztywny obiadek. Wylegiwała się do południa, jadła zajebiście
niezdrowe rzeczy, popijając je piwem (obowiązkowo zimnym!) lub tanim winem.
Mogła robić to, na co miała ochotę. Z kim, gdzie i kiedy chciała.
- Ach – jęknęła, tak jej było dobrze. Dobre szlugi,
pusta przestrzeń i zero istot żywych w promieniu stu tysięcy kilometrów. No
dobra, co najwyżej stu metrów. Ale M. o to nie dbała. Zdawała się śnić na
jawie. Nie słyszała rozdzierającego wrzasku osiedlowych bachorów, które teraz
kłóciły się o to, kto ma być głupim Jasiem. Ani lamentu ich matek,
pertraktujących o wyższości jednych pieluch nad drugimi. Była samotna pośród
tłumu, zagubiona we własnym świecie, do którego nikt nie miał dostępu.
Zamkniętego na osoby z zewnątrz. Tylko ona i jej własna, prywatna przestrzeń.
Zajebiście pusta. Zajebiście wolna. Zajebiście swobodna...
(CDN.)
Przede wszystkim świetny nowy layout bloga :) Bardzo pozytywna zmiana.
OdpowiedzUsuńAle przechodząc do crème de la crème, czyli fragmentu. Jest szczerze, surowo, bez owijania w bawełnę - według mnie inaczej nie można wejść całym sobą w życie bohaterki i poznać ją od podszewki. Fragment daje do myślenia, przynajmniej ja od połowy zaczęłam się zastanawiać, dlaczego M. stała się tak bardzo gorzka... A poza tym świetnie opisane realia naszych czasów - alkoholizm, przemoc. Welcome to 21st century... Jeśli komuś się nie spodoba, bo język... Hm, wystarczy spojrzeć na takie pozycje jak My, Dzieci z dworca ZOO czy Najgorszy człowiek na świecie, gdzie bohaterowie nie lukrują sobie nawzajem, zresztą światu też nie, a książki są uznawane za jedne z najbardziej realistycznych w swojej tematyce (a dla mnie są też najlepsze ;p). Mam nadzieję, że na jednym fragmencie się nie skończy :)
Co do layoutu - to najwyższy czas, żeby go ogarnąć, bo już od dawna godził w moje poczucie estetyki, ale jakoś nie miałam do tego głowy :-)
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o fragment, to cieszę się, że przypadł Ci do gustu, tylko pamiętaj - zawsze liczę na szczere recenzje i jestem otwarta na konstruktywną krytykę. Ale jeśli nie widzisz minusów, to jest mi niezmiernie miło, buziak :*
Też nie chciałam tutaj sugar-coat, ale historia faktycznie zmusza do myślenia... Ignorancja i obojętność niektórych ludzi zawsze będzie mnie zadziwiać... Zobaczymy co będzie dalej! ; )
OdpowiedzUsuńA layout jest hmm... minimalistyczny! Piękny!*.* <3
O, moja kolejna ulubiona stała czytelniczka :-) mam nadzieję, że Was nie zawiodę :-)
UsuńTak, minimalistyczny - less is more :-)